Z życia parafii

Ekstremalna Droga Krzyżowa – droga pięknego życia

„Nie warto żyć normalnie. Warto żyć ekstremalnie” – każdego roku to hasło widnieje na plakatach informujących o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej.

23 marca br. o godz. 20.00 setki osób zgromadziły się w kościele pw. św. Bartłomieja w Goraju, by przed wyruszeniem w tą ekstremalną trasę wspólnie modlić się i prosić Boga o siły.

„Nie zapowiada się, by dzisiaj było komfortowo, wygodnie, a tym bardziej ciepło. Czy jestem gotowy zostawić wszystko, co zagłusza mi głos Boga? Czy jestem gotowy patrzeć na Jezusa i zadawać sobie pytanie: kim jestem?” – pytał przed Mszą św. Paweł Gawda – jeden z organizatorów EDK.

„Idę dziś po to, by moja dusza została wyrzeźbiona do przyjęcia słowa Bożego. Pragnę pokonać ciemność, która wkradła się do mojej duszy. Tylko w ciszy i milczeniu mogę doświadczyć obecności Boga. Chcę podłączyć się do źródła, by czerpać z Niego siłę na każdy dzień. Pragnę, by moja droga, była drogą pięknego życia.

Przyszedłem z moimi krzyżami i intencjami i wszystko to pragnę złożyć na ołtarzu Eucharystii” – mówił Paweł tłumacząc jednocześnie, że nie ważne jest co pomyślą o tobie inni, ważne są intencje z jakimi tu przyszedłeś. Ważne jest co masz w sercu.

Rozpięty na ramionach, jak sokół na niebie. Chrystusie, Synu Boga, spójrz proszę na ziemię…

„Cieszę się, że jesteście. Jeszcze ładnie wyglądacie, ale za niedługo będą już pierwsze oznaki potu, zmęczenia i zmarzniętej skóry. Zaczynamy bardzo ważną noc, może nawet przełomową noc w twoim życiu” – powiedział ks. Mateusz Januszewski, wikariusz parafii św. Bartłomieja w Goraju.

Ks. Mateusz serdecznie powitał wszystkich przybyłych i gorąco zachęcał, by zostawić na chwilę Drogę i skupić się na tym co „tutaj i teraz”. „Żywy Bóg przyjdzie na ołtarz, aby ciebie nakarmić.”

„Ja też już się nie mogę doczekać wyjścia. Pewnie nie będzie łatwo, ale też nie chodzi o to, by było łatwo” – powiedział ks. Mateusz rozpoczynając swoją Homilię. Nawiązując do Ewangelii, tłumaczył schematyczny sposób rozumowania Żydów z czasów życia Jezusa. Ci, którzy atakowali Jezusa, to byli ludzie oświeceni, oczytani, ale nie posiedli całej wiedzy. Ignorancja i trzymanie się swoich schematów spowodowały, że odrzucili Jezusa i chcieli Go ukamienować.

Dla Żydów, Jezus głoszący miłość do bliźniego był bardzo niewygodny. Oni nie chcieli się zmienić.

„A Jezus mówi: Jeśli chcesz iść za Mną, to weź swój krzyż. Jeśli chcesz trafić tam, gdzie Ja poszedłem, to weź swój krzyż. Jeśli chcesz pięknie przeżyć swoje życie, to weź swój krzyż.”

„Krzyż dzisiaj nie jest popularny. Chcemy żyć fajnie, szybko i wygodnie. Dlatego potrzebujemy takich wieczorów, takiego momentu, kiedy porzucę wygodne łóżko i zrobię coś, na co inni mogą powiedzieć: chłopie, co ty robisz? Czemu nie idziesz spać, a idziesz się trudzić? Niektórzy mogą tego nie zrozumieć. A może nawet powiedzą ci: zwariowałeś.” – mówił ks. Mateusz.

Ekstremalna Droga Krzyżowa jest wariactwem, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Na jej punkcie zwariowało w tym roku ok 500 osób!

Wyruszyli w drogę ok. godziny 21.00. Było już ciemno i mroźno. Na głowach, oprócz ciepłych czapek, mieli latarki, a do plecaków poprzyczepiane krzyże.

„Już przed rozpoczęciem Wielkiego Postu wiedziałem, że chcę uczestniczyć w tegorocznej Ekstremalnej. Pierwszy raz brałem udział w  EDK rok temu, ale na innej trasie. Tegoroczne zmagania okazały się bardzo trudne, trudniejsze niż przypuszczałem. Cała trasa zajęła prawie 10h.” – pisze w swoim świadectwie Aron, który wraz ze swoją żoną Martą, wybrał trasę z Goraja do Biłgoraja, czyli ok 46 km.

„Dla mnie była ona trudniejsza ze względu na kilka czynników, m.in.: gorsze przygotowanie fizyczne, bardziej pagórkowaty teren czy pogoda. Warunki były ciężkie. Miałem porównanie do poprzedniego roku, gdzie pokonanie podobnego dystansu przyszło mi łatwiej. Tym razem trzeba było naprawdę wykazać się dużą wytrwałością. Jestem pełny zrozumienia dla każdego, który nie doszedł do końca, nawet jeżeli zostało naprawdę niewiele. Po prostu może się to okazać ponad siły. Najważniejszy jest sam fakt podjęcia wyzwania.

Przed wyruszeniem w Drogę miałem w głowie treść piosenki: „Zbawienie przyszło przez krzyż”. Z nią starałem się maszerować i rozważać tajemnice Męki Pańskiej. Nie miałem przygotowanych intencji. Starałem się być otwarty na to co Bóg będzie chciał do mnie mówić. Na trasie, pomimo reguły milczenia jaka towarzyszy Ekstremalnej, trudno było mi się skupić na rozważaniach, często do mnie nie trafiały. Dodatkowo, moja koncentracja, mniej więcej od połowy drogi, była mocno osłabiona z uwagi na zmęczenie. Radość z dojścia nie była aż tak duża jakbym się tego spodziewał. Przeważyło uczucie całkowitego wyczerpania. Bardzo budujące były natomiast komentarze przechodniów: „szczęść Boże”, „Niech Bóg Wam błogosławi”. Osobiste wnioski z tego wydarzenia przyszły dopiero po zmaganiach, a nie w trakcie Drogi.

Po dodarciu do celu, a później do domu, w jakiś sposób dały znać o sobie słowa Pana Jezusa: „…Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” (16:24), które odnoszą się także do mnie. Jezus przygotowuje mnie, że jeżeli chcę Go naśladować, to czeka mnie wiele trudu. Muszę być tego świadomy. Jednocześnie jest to jedyna właściwa droga. Jezus nie zostawia mnie samego ze wspomnianym trudem. W innym miejscu mówi: „Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24:13). Chwała Panu!”

Nie jest łatwo zdecydować się na wyruszenie w tak ekstremalną drogę. Kinga (lat 23), która przyjechała z Aleksandrowa, szła pierwszy raz. Towarzyszył jej kolega Mikołaj. Razem, przez wiele godzin, w ciszy i skupieniu, dotarli do Sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju na 9.00 rano.

Ta droga krzyżowa jest dla mnie przełomem mojego życia. Byłam po raz pierwszy na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. I to była prawdziwa walka z samą sobą, ze swoimi słabościami. To był piękny czas w którym mogłam przemyśleć swoje życie, to kim jestem w całkowitej ciszy: tylko ja i Jezus. Jak nigdy dotąd nie miałam tyle czasu na zagłębienie się w to, czego tak naprawdę Jezus oczekuje ode mnie. To była prawdziwa droga przebyta sam na sam z Jezusem i wiem że nastąpi wielki przełom w moim życiu.

Najgorszym dla mnie momentem była trasa od X stacji do XI tu już moje nogi były bardzo obolałe. Myślałam żeby się już wycofać, już zwątpiłam że ukończę trasę. Z każdym krokiem było coraz ciężej, moje myśli były skupione na zakończeniu drogi krzyżowej. Ale przypomniałam sobie myśl z X stacji: „Jezu, chce być bliżej Ciebie” – cały czas to powtarzałam, to mi dało siłę mimo bólu. Również miałam w ręku różaniec, prosiłam Maryję o pomoc, bo właśnie ona szła cały czas ze swoim Synem. Dzięki tej drodze krzyżowej jeszcze bardziej zbliżyłam się do Matki Bożej, bo to Ona dała mi największą siłę w walce ze własnym lenistwem i bólem. A jak już doszłam, poczułam ogromną radość, wzruszenie. To na prawdę dla mnie była droga po piękne życie, teraz czuję, że dokonałam czegoś niesamowitego, czegoś niezwykłego. I właśnie z Bogiem wszystko jest możliwe. Czuję wielką radość w sercu. Walczyłam ze sobą z własnymi myślami i szłam razem z Jezusem i Maryją. To był dla mnie piękny czas, tego nawet nie da się opisać, co czułam i czuję teraz. Moje serce jest rozradowane w Panu, To jest mój Król i Pan mojego serca i życia. Chwała Panu za wszystko!”

Niewątpliwie dla każdego uczestnika EDK już samo podjęcie decyzji wyjścia było wyzwaniem. Niektórzy planowali to już od dłuższego czasu, inni pod natchnieniem Bożego Ducha decydowali się w ostatniej chwili. Bożenka, która przez cały Wielki Post modliła się w intencji swojego męża, nie kryła zaskoczenia i wielkiego wzruszenia, gdy powiedział jej o swoim zamiarze pójścia na EDK. Tak opisuje to co czuła patrząc na swojego męża:

„Wielki Post – czas wyrzeczeń, poświęceń, nowych celów. Nie chciałam aby ten czas był tylko czasem rezygnacji z czegoś, ale czasem głębokich refleksji i modlitwy. Duch Święty podczas rekolekcji z Lechem Dokowiczem w naszej parafii, wskazał mi wyzwanie wielkopostne. A mianowicie, że muszę ten post i modlitwę ofiarować za mojego męża. Bardzo pragnę aby również jego Duch Święty napełnił ogromną potrzebą bliskości z Bogiem. Od początku postu codziennie modliłam się o pogłębienie wiary dla męża. W moim wezwaniu wielkopostnym wspierały mnie modlitwą za mojego męża też inne osoby.

Trudno mi opisać radość i jednocześnie moje zaskoczenie, gdy mąż powiedział mi, że przygotowuje się do Ekstremalnej Drogi Krzyżowej i nawet już się zapisał. Jak wielka jest siła modlitwy! EDK to wielkie wyzwanie do walki z sobą, swoimi słabościami i siłami, a jednocześnie piękny czas bycia sam na sam z Bogiem. Czas na rozważanie Drogi Krzyżowej Jezusa i rozmowę z Nim. Głęboko wierzę, że droga mojego męża, to właśnie początek wspaniałej nowej drogi życia z Jezusem.”

Mąż Bożenki szedł z Goraja do Sanktuarium w Biłgoraju. „Gdy dotarł na miejsce był bardzo zmęczony i ledwo już sunął nogami.” Jakie były jego pierwsze słowa, gdy zobaczył swoją żonę? „Kochanie, za rok idziesz ze mną!” 🙂

 

Gdy Bóg powołuję Cię do wielkich rzeczy, diabeł na wszelkie sposoby stara cię od tego odciągnąć. Nagle zaczynasz źle się czuć, pojawiają się problemy i przeciwności. Podobnie czuł się Jacek, który wyruszył w EDK zupełnie sam.

„Chciałem się z wami podzielić moimi doświadczeniami i odkryciami jakie mam po udziale w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej 2018.

Pierwsze trudności jakich doświadczyłem, miałem jeszcze zanim wyruszyłem w drogę. Przez cały dzień przed EDK, doskwierały mi różne dolegliwości: ból głowy, podwyższone ciśnienie, ogólne złe samopoczucie i osłabienie. Pomimo tych, przeciwności postanowiłem, że się nie poddam i ruszę w drogę – byłem przecież dobrze zabezpieczony: wcześniejszy trening, dobre buty, ciepłe ubranie.

Czytając wstęp do rozważań EDK, który znajduje się na początku książki, zastanawiałem się o co chodzi, że udział w EDK jest drogą wyjścia ze starego życia i początkiem nowego. Wydawało mi się, że już nic nie może mnie zaskoczyć: znam już Boga, znam siebie, jakoś daję sobie radę.

Niestety, jak pisałem wcześniej sama decyzja o udziale w EDK wprowadzała w moje życie pewną niepewność. Idąc po trasie, przemierzając nieznane i śliskie drogi, w ciemności, ciszy, oraz w samotności – ponieważ zdecydowałem, że będę szedł sam – moja niepewność i lęk o siebie wzmógł się jeszcze bardziej. Wtedy zrozumiałem, że moim ratunkiem jest Bóg. Moim ratunkiem, nie tylko na tej drodze, ale również w moim życiu. Wszystkie moje zabezpieczenia, tak naprawdę są do niczego, bo tylko w Jezusie, w jego drodze krzyżowej, śmierci i zmartwychwstaniu jest mój ratunek z każdej sytuacji życiowej. Sam siebie nie mogę uratować i zbawić, może to uczynić tylko Jezus. To On jest moją pomocą.

Bardzo poruszające były również rozważania, które były konkretnymi świadectwami ludzi kroczących za Bogiem. Pokazały mi one, że to tylko z Bogiem, mogę pokonać siebie i różne trudności, ale również do tego, są mi potrzebni inni ludzie – tak jak ja, jestem potrzebny innym. Czasami muszę zostawić moje przyzwyczajenia, mój indywidualizm, a czasami mój egoizm, aby być z innymi i dla innych. W tym odkryciu, otuchy dodawały mi światła i obecność innych uczestników EKD, które mi pokazywały, że nie jestem samotną wyspą i nie kroczę tą drogą sam – również moją drogą życiową.

Moim postanowieniem – nowym życiem – po EDK jest przyjrzenie się bardziej mojemu postępowaniu pod kątem wypełniania uczynków miłosierdzia. Proszę Boga, aby to On mi w tym pomógł i pokazał konkretnie, w jaki sposób mam zmieniać swoje życie.”

Ekstremalna Droga Krzyżowa była dosłownie ekstremalna. Trasa z Goraja do Sanktuarium w Biłgoraju wiodła przez Bononię Zastawie, Kondraty, Hosznię Ordynacką, Hosznie Abramowską, Albinów Mały, Teodorówkę, Radzięcin, Wolę Kątecką i Kąty. Niejednokrotnie śnieg sięgał powyżej kolan. Z pewnością nie była to łatwa trasa. Słowa uznania należą się wszystkim, którzy podjęli to wyzwanie, nawet jeśli nie udało im się dojść do końca trasy. 

 

 

Gratulujemy odwagi i życzymy wielu łask od Jezusa Zmartwychwstałego!

Zdjęcia można obejrzeć w galerii na naszym parafialnym Facebook’u:  http://www.facebook.com/ParafiaChrystusaKrolaWBilgoraju/photos/