Traktat o prawdziwym nabożeństwie do NMP (78-81)
Trzecia prawda: najlepsze nasze uczynki bywają zwykle splamione i skalane przez zło, które w nas tkwi. Kiedy się wleje czystej, przezroczystej wody do cuchnącego naczynia lub wina do beczki, której wnętrze nie jest czyste, wówczas czysta woda i dobre wino psują się i łatwo przesiąkają odorem. Podobnie się dzieje, gdy Bóg do wnętrza naszej duszy, skażonej grzechem pierworodnym i uczynkowym, złoży rosę niebieską łaski lub przedziwne wino swej miłości. Otóż dary Jego psują się zazwyczaj i plamią skutkiem zarodka zła, który w nas pozostawił grzech. Wszystkie nasze uczynki, nawet najwznioślejsze cnoty, bywają nim zarażone. Żeby osiągnąć doskonałość, której zdobycie nie jest możliwe bez łączności z Jezusem Chrystusem, bardzo jest więc ważne, abyśmy całkowicie oczyścili się z tego, co w nas złe. Inaczej Pan nasz, który jest nieskończenie czysty i najmniejszej skazy w duszy nie znosi, odrzuci nas od swego Oblicza i z nami się nie zjednoczy.
Aby oderwać się od samych siebie, trzeba nam, po pierwsze: z pomocą światła Ducha Świętego dobrze poznać naszą skażoną naturę, naszą nieudolność w czynieniu tego, co dobre, naszą we wszystkim słabość, ustawiczną niestałość, niegodność wobec wszelkiej łaski i ogólną naszą nieprawość. Grzech pierwszego rodzica zatruł nas wszystkich, przekwasił i popsuł, jak kwas przekwasza i psuje ciasto, w które go włożono. Popełnione grzechy uczynkowe, śmiertelne czy powszednie, choć już odpuszczone, powiększyły naszą pożądliwość, słabość, chwiejność i nasze skażenie, pozostawiając w duszy złe naleciałości.
Ciała nasze są tak skażone, że Duch Święty nazywa je ciałami grzesznymi, poczętymi w grzechu, karmionymi grzechem i do każdego grzechu zdolnymi. Podlegają one tysiącznym chorobom, stają się z dnia na dzień słabsze, rodzą tylko świerzb, robactwo i zniszczenie.
Dusza nasza połączona z ciałem stała się tak cielesna, iż wprost nazwano ją ciałem. Wszelkie ciało skaziło drogę swego życia na ziemi. Udziałem naszym jest tylko pycha i zaślepienie ducha, zatwardziałość serca, słabość i chwiejność duszy, zmysłowość, zbuntowane namiętności i choroby ciała. Z natury pyszniejsi jesteśmy niż pawie, więcej przywiązani do ziemi niż ropuchy, niegodziwsi niż kozły, bardziej zazdrośni niż węże, popędliwsi niż tygrysy, leniwsi niż żółwie, słabsi niż trzcina, bardziej zmienni niż chorągiewki na dachach. Sami z siebie mamy tylko nicość i grzech, a zasługujemy jedynie na gniew Boży i piekło wieczne.
Czy zatem można się dziwić, iż Zbawiciel powiedział, że ten, kto chce iść za Nim, powinien zaprzeć się samego siebie i gardzić własną swą duszą; że kto miłuje duszę swoją, straci ją, a kto nią gardzi, zachowa ją?. Mądrość nieskończona, która nie daje przykazań bez powodu, każe nam nienawidzić samych siebie, bo zasługujemy wielce na nienawiść. Nic tak nie jest godne miłości jak Bóg, nic tak godne nienawiści jak my sami.
Po drugie: by się wyzbyć samych siebie, trzeba codziennie dla siebie obumierać, to znaczy: trzymać na uwięzi władze duszy i zmysły ciała. Trzeba patrzeć, jakbyśmy nie widzieli; słyszeć, jakbyśmy nie słyszeli; posługiwać się rzeczami tego świata, jakbyśmy ich nie używali. Święty Paweł nazywa to codziennym umieraniem: quotidie morior95. Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo. Jeśli nie obumrzemy dla siebie i jeśli najświętsze nasze praktyki religijne nie doprowadzą nas do śmierci tak koniecznej, a zarazem tak życiodajnej, nie przyniesiemy pożytecznego owocu. Nasze nabożeństwa będą bezużyteczne, a wszystkie nasze dobre uczynki – skażone miłością własną i samowolą, to zaś sprawi, że Bóg będzie się brzydzić największymi naszymi ofiarami i najlepszymi uczynkami, jakich mogliśmy dokonać. Wówczas, w chwili śmierci staniemy z próżnymi rękoma, to jest: bez cnót i zasług, i nie będzie w nas ani jednej iskry czystej miłości. Bo miłość taką posiadają tylko dusze dla siebie obumarłe, których życie ukryte jest z Jezusem Chrystusem w Bogu.
A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś – prawu grzechu. (Rz 7, 21-25)
O naśladowaniu Jezusa Chrystusa (III, 20)
1. Uczeń. Wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moją (1); przed Tobą, Panie, wyznam niemoc moją. Częstokroć mała i drobna rzecz obala mię i zasmuca. Postanawiam sobie działać mężnie, lecz skoro mała pokusa przyjdzie, wnet wielce się trwożę. Niekiedy rzecz bardzo licha sprawia mi wielkie pokuszenie. A gdy sądzę się nieco ubezpieczonym, niekiedy niespodzianie lada powiew obala mię.
2. Wejrzyj więc, Panie! na uniżenie moje i zewsząd znaną Tobie ułomność moją. Zmiłuj się nade mną i wyrwij mię z błota, abym w nim nie ugrzązł (2) i nie został porzucony na wieki. Często mię to zbija i zawstydza przed Tobą, że tak łatwo upadam, i że tak bezsilny jestem w opieraniu się namiętnościom. Chociaż im nie zupełnie przyzwalam, wszakże ciężką mi jest i dokuczliwą ich napaść, i tęskno mi jest żyć tak codziennie w ustawicznym boju. A w tym nade wszystko poznaję niemoc moją: że szkaradne marzenia łatwiej daleko wdzierają się do myśli mojej, aniżeli się z niej wygnać dają.
3. O! Najpotężniejszy Boże Izraela, gorliwy miłośniku dusz wiernych, wejrzyj na spracowanie i na boleść sługi Twojego, i wspieraj go we wszystkich prawych dążeniach jego. Wzmocnij mię Niebieską mocą, ażeby nie przemógł i nie panował stary człowiek, to nędzne ciało, nie zupełnie jeszcze duchowi poddane, a przeciw któremu potrzeba będzie walczyć aż do ostatniego tchnienia w tym najnędzniejszym żywocie naszym. Niestety! czymże jest to życie, w którym utrapienie i nędza nigdy nie ustawają, w którym zewsząd jest pełno sideł i nieprzyjaciół. Bo skoro jedna dolegliwość lub pokusa ustępuje, wnet druga nadchodzi, a nawet gdy jeszcze z pierwszymi bój nasz nie ustał, wiele już innych niespodzianie na nas uderza.
4. I jakże można polubić to życie, napełnione tylu goryczami, tylu klęskom i nędzom podległe? Jakże nawet nazywać życiem to, w czym się wyradza tyle chorób i śmierci? A jednak lubią je i wielu zatopiło w nim serce swoje. Przyganiamy często światu, że jest zwodniczy i marny; a jednak nie łatwo go porzucamy, bo żądze cielesne nazbyt w nas panują. Z jednej strony świat nęci ku sobie, a z drugiej odpycha. Lecz inne rzeczy ciągną do zamiłowania świata, inne do wzgardy jego. Żądze ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota (3) ciągną do zamiłowania świata; lecz cierpienie i nędza, które słusznie idą za nimi, wzniecają nienawiść świata i rodzą tęsknotę. Ale niestety! dusza światu oddana, zwyciężona występnym upodobaniem, ma sobie za rozkosz być pod władzą zmysłów: albowiem słodkości Bożej i wewnętrznego wdzięku cnoty ani czuje, ani dostrzega. Ci zaś, którzy doskonale wzgardzili światem i starają się żyć Bogu pod świętą karnością, ci znają słodkość Bożą, obiecaną tym, którzy się prawdziwie zrzekną wszystkiego dla Boga: ci widzą jasno, jak świat ciężko błądzi i zwodzi sam siebie.
Modlitwy
Można także powyższe rozważania odsłuchać:
