Nie zawsze w naszym życiu wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli. Często mamy pod górkę.. i to bardzo stromą. A gdy już jakoś uda nam się na nią wdrapać to okazuje się, że przez cały czas szliśmy w złym kierunku i docierając na szczyt, stajemy na samej krawędzi przepaści. A z tego miejsca już tylko krok do tragedii…
Tego właśnie uczucia doświadczył 23 letni Waldemar Buczek, który 19 maja przystąpił do Sakramentu Bierzmowania wraz z młodzieżą naszej parafii.
„Niesamowite doświadczenie, kiedy czuje się takie wydarzenie całym sercem. Do wiary trzeba dojrzeć. Ja dopiero teraz byłem gotowy na bierzmowanie. Rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu i mam niesamowity entuzjazm związany z przyszłością. Dzięki Bogu. „ – pisze Waldemar, który zgodził się podzielić z nami swoim doświadczeniem i napisać świadectwo swojej wiary.
„Czym jest dla Ciebie wiara? Co Ci daje lub czego Ci w niej brakuje? Dbasz o nią? Rozwijasz? A może tylko się jej przyglądasz i, z mniejszą lub większą ciekawością, obserwujesz, co z niej wyniknie? Często zdajemy się przyjmować deistyczny pogląd na wiarę i stoimy jakby z boku niej, nie zdając sobie sprawy, jak wiele Nas przez to omija, że nie zobaczymy Bożej opatrzności, jeśli nie zapragniemy jej zobaczyć.
Tak było również w moim przypadku. Jako młodziutki chłopiec szukałem nurtu, który by mi odpowiadał i deizm takowym zdawał się być, póki nie zmierzyłem się z przekornością losu, gdzie nie zostało mi niby nic… Niby, bo jednak był ten głos, niezwykle ważny na krawędzi życia, na której przyszło mi stanąć. Kiedy wszystko w moim życiu się zawaliło, albo raczej – kiedy pozwoliłem, by się zawaliło… odwróciłem się od bliskich, kobieta odwróciła się ode mnie, studia szły kiepsko, a na święta Bożego Narodzenia zostałem jedynie z młodszym braciszkiem na wynajętej stancji przy barszczu z torebki… szatański pomysł podsuną jeszcze alkohol, dużo alkoholu… Byłem w tragicznym stanie emocjonalnym, gdy braciszek zasną i wyszedłem na spacer… nad most, którego widoku nigdy nie zapomnę. Skuty lodem, spowity odrażająco przykrą atmosferą. Stojąc tak na krawędzi zastanawiałem się, czy jest cokolwiek, co trzyma mnie jeszcze przy życiu… W pobliżu nie było nikogo, a jednak słyszałem, żebym nie zrobił nic głupiego… że ktoś mnie potrzebuje, że mam jeszcze wiele do zrobienia… ale KTO ? Co do zrobienia? Wtedy nie miałem pojęcia, ale ten wewnętrzny głos nie pozwoliłby mi zrobić nic głupiego, mimo mojego moralnego upadku. Nie mam wątpliwości, że był to głos Boga, a to, czego doświadczam od tamtej pory, jest najlepszym tego potwierdzeniem. Szybko po tych tragicznych dla mnie chwilach odnalazłem wielką motywację. Zacząłem pracować nad sobą, rozwijać się, na nowo uczyć radości z życia. Pierwszą osobą, którą przeprosiłem i która pomogła mi szybko załagodzić konflikty w rodzinie był kochany ojciec. Niedawno nabrało to dla mnie dodatkowego znaczenia, ale o tym napiszę dalej.
Od tamtych wydarzeń minęło ponad 3 lata. Dziś mam świetne relacje z rodziną, w której zachodzą kolejne, pozytywne zmiany, choć przeżywaliśmy wielki kryzys, gdy nie żyliśmy w pełnej zgodzie. Niedługo bronię licencjatu i niezwłocznie udaję się na magisterkę z filozofii. Między czasie znalazłem idealną dla mnie pracę. Czasem śmieję się, że praca przyszła do mnie sama, gdyż mój przełożony rzeczywiście poznał mnie w moich progach (gość w dom – Bóg w dom?). Jednocześnie pracuję nad budową ciała i relacjami z przyjaciółmi oraz bliskimi znajomymi. Mam wielkie plany i marzenia związane nie tylko z własnym życiem, ale również z rodziną, znajomymi, krajem, a kto wie… może także Światem. Czuję, że jestem w stanie pokonać wszelkie ograniczenia, ale muszę nie tylko obrać kierunek, lecz także w tym kierunku podążać – ciężko pracować na sukces. Znalazłem swoją drogę i z przyjemnością nią podążam. Przyznasz, że to znaczna zmiana w stosunku do chłopaka, który zastanawiał się nad sensem życia, nie mając już nikogo…. Prócz Boga rzecz jasna. To On sprawił, że nie tylko podniosłem się po całkowitym upadku. Dzięki Niemu w moim życiu stale dokonują się pozytywne zmiany. Modlę się za bliskich i obserwuję, jak odnajdują szczęście. Czasem pomagam ludziom odnaleźć motywację. Mam pełno entuzjazmu, chętnie służę pomocą i czerpię z tego niebywałą radość.
Przyszedł wreszcie czas, gdy poczułem, że przestałem wstydzić się wyznawania wiary w Boga, choć do tej pory mogłem o tym porozmawiać tylko z najbliższymi osobami. Otwarcie przyznaję, że czuję się dojrzałym chrześcijaninem, z czego jestem dumny. Dlatego też postanowiłem przyjąć sakrament bierzmowania… No tak, nie wspomniałem wcześniej, że jeszcze kilka lat wstecz świadomie nie przyjąłem tego sakramentu. Więc chronologicznie: 1. Nieprzystąpienie do bierzmowania 2. Burzliwy okres zakończony kompletnym upadkiem 3. Powrót do normalnego życia 4. Świetny rozwój 5. Zaległe bierzmowanie.
Przypomina Ci to coś ? Mnie przypomniało, gdy podczas bierzmowania z ust biskupa słyszałem przypowieść „O Synu Marnotrawnym”. Będąc w ławce między bierzmowaną młodzieżą i ich świadkami, przecierałem oczy, by łzy nie pociekły mi po policzkach. Czułem całym sercem, jakby to bierzmowanie było o mnie… Jest to tak niesamowite uczucie, że słowa nie są w stanie tego wyrazić. Do końca byłem przemiennie wzruszony i niezwykle szczęśliwy. Nie mam żadnych wątpliwości, że to Bóg wypełnia moje serce tą cudowną radością. Wszak niecodziennie dorosły mężczyzna wzrusza się jak dziecko… a skoro jesteśmy dziećmi Bożymi, to przed Bogiem możemy się wzruszać jak dzieci. Wspominałem, że ojciec był pierwszą osobą, która wybaczyła mi mój moralny upadek ? Wyobraź sobie, co czułem, gdy słyszałem, jak syna marnotrawnego ojciec po powrocie ubrał w najlepszą szatę i urządził przyjęcie na jego cześć… Hmm znam to z autopsji ?
Kochany tata postąpił dokładnie jak ten z przypowieści. To nie przypadek – ojciec czytał Pismo Święte nie raz i nie dwa, więc wiedział, jak przykazał Bóg, co też uczynił. Czuję się dumny z tego, że przyjąłem sakrament bierzmowania i niezwykle szczęśliwy z doznania Boskiej łaski w życiu oraz tego cudownego uczucia, towarzyszącego mi podczas samego bierzmowania. Polecam każdemu tak piękne przeżycie, choć życzę, by obyło się bez bolesnych upadków. Jeżeli ktoś będzie zaciekawiony, to opiszę jeszcze, co wydarzyło się przed samym bierzmowaniem, opowiem o mojej spowiedzi, która również była niezwykła oraz o tym, jakim przesłaniem po bierzmowaniu zostałem obdarzony – nie mam wątpliwości, że przez Boga, choć za sprawą Naszych kapłanów i Pisma Świętego.
Pozdrawiam i wszystkim braciom i siostrom życzę, byście odnajdowali Boga codziennie, podnosili się po każdym upadku, pracowali nad szczęściem swoim i bliskich. Sprawmy, by świat stał się lepszy. Szczęść Boże !”
