Rano Msza święta, później „proszony obiad” i dłuugi spacer. Coś Wam to przypomina? Może niedzielę? Jeśli by w taki sposób spojrzeć na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę, to można by powiedzieć, że składała się z samych niedziel. No, może tylko z trochę dłuższym spacerem… 😉

Jedenaście dni wędrowania raz w upale, raz w deszczu, poobcierane stopy, zmęczenie i wyczerpanie, a wszystko po to, by móc pokłonić się Jasnogórskiej Pani.

Każdy z pątników szedł z własną intencją: dziękczynieniem, prośbą czy przebłaganiem, jednak chętnie przyjmował „na swoje barki” intencje przyjaciół, znajomych a nawet całkiem obcych sobie osób.
„Widok Jasnej Góry i obrazu Matki Bożej rekompensuje cały ból i trud” – pisze Ola, która swoje pielgrzymowanie zaczęła już jako 6 letnie dziecko. Po raz pierwszy przemaszerowała pół dnia. W kolejnych latach szła dłużej i dłużej, aż wreszcie z satysfakcją mogła pokonać pieszo całą trasę pielgrzymki. W przyszłym roku również się wybiera.
Na pytanie, czego jej najbardziej brakowało na pielgrzymce, odpowiada z rozbrajającą szczerością: „Raczej niczego. Teraz mi brakuje – pielgrzymki. Na pielgrzymce niby nie masz niczego. Nic ci się nie należy, a z drugiej strony masz wszystko. Przyjaciół, tych wszystkich ludzi dookoła…”


W tym roku przewodnikiem biłgorajskiej grupy bł. Jerzego Popiełuszki był ks. Adam Malinowski z parafii św. Marii Magdaleny, który głosił kazania, konferencje i świetnie podnosił na duchu utrudzonych drogą pątników.
„Człowiek nigdy nie ma tyle sił, co na pielgrzymce” – pisze Ola i zaraz dodaje:
„Pielgrzymka była wielką okazją do doświadczenia Bożej miłości- szedł z nami Jezus Eucharystyczny więc mogliśmy adorować go podczas drogi oraz w trakcie postojów w zacisznych miejscach. Do Tronu Bożej Matki szliśmy razem jako rodzina pielgrzymkowa, to nie tylko używanie zwrotów Bracie czy Siostro do wszystkich uczestników pielgrzymki, ale wyczuwalna miła atmosfera , troska o klimat jaki tworzyliśmy wokół siebie; życzliwość , włączanie się w służby i dyżury dla całej wspólnoty, budowanie jedności z całą grupa poprzez wspólne nabożeństwa, adoracje, śpiewy i tańce, dzielenie się chlebem, wodą uśmiechem i miłym słowem. Takie rekolekcje w drodze są wielką lekcją pokory przez które zaczynamy doceniać każdą najmniejsza rzecz, każdą drobną pomoc, a przede wszystkim uczą, że każdy człowiek potrzebuje miłosierdzia dla siebie i potrzebuje go jako sposobu na własne uświęcenie by być miłosiernymi jak Ojciec.”
Nasi biłgorajscy pielgrzymi mieli również swoją piosenkę, którą radośnie śpiewali wypatrując Jasnej Góry.
„W taką drogę się wybrałem, że pryszcza mam a nawet pięć.
Wielki plecak spakowałem i teraz sam go muszę nieść.
Jasna Góra niedaleko, już Bożej Matki widać Tron.
W taką drogę idę pieszo, bo w Częstochowie jest mój dom.
Przez poligon, przez drogi, przez pole się wybrałem.
Boża Matko do Ciebie ja idę, idę znów.
Już sandały, skarpety dziurawe spakowałem,
Tobie Mamo Najświętsza powierzam cały trud.
Co poradzić mogę na to, że Matka woła właśnie dziś
Kiedy w kalendarzu lato , na Jasną Górę mogę iść.”
Już za rok, po raz trzydziesty piąty, wyruszy kolejna pielgrzymka na Jasną Górę. Z pewnością nie zabraknie chętnych by pieszo dotrzeć do tronu Matki Bożej. Nikt Ci nie powie, że w tym roku było łatwo, czy że w przyszłym roku będzie łatwo, bo przecież nie o to chodzi by było lekko i przyjemnie. „Było bardzo miło, ale okrutnie ciężko. Nic tak jednak nie szlifuje charakteru człowieka jak ofiarność i poświęcenie.” – powiedział po powrocie z pielgrzymki ks. Adam. „Z takimi ludźmi, jakich miałem w swojej grupie, idzie się z przyjemnością. Radośni i chętni do pomocy byli idealnymi towarzyszami pielgrzymki. Dziękuję Wam!”


